



















































































































































































































































































































































Kiedy rok temu odbywała się poprzednia edycja Carnavalu Sztukmistrzów w Lublinie było widać, że impreza wyraźnie odbiega poziomem od wcześniejszych edycji. Program był już uboższy. Dochodziły również problemy z komunikacją. Problemem byli również sami "artyści". Program niektórych opierał się na dewastowaniu elementów miejskiej architektury oraz ... pomników przyrody. Można by się spodziewać, że kolejna edycja będzie lepsza. Nic bardziej mylnego. Nastał rok 2024 a z nim edycja, która szybko odejdzie w niepamięć.
Tegoroczny Carnaval Sztukmistrzów rozpoczął się tradycyjnie w czwartek. Start wydarzeń ulicznych zaplanowany był na godzinę szesnastą. Dodajmy ilu artystów obejmuje program - pięciu, tak(5). Czy ktoś pamięta, by na ulicach odbywało się tak mało pokazów? Wróćmy do pokazów. Czwartek okazał się deszczowy. Z tego powodu na chwilę przed godziną szesnastą na profilu społecznościowym organizatorów pojawiła się informacja, że pokazy się nie odbędą. Jeden z nich został przesunięty na godzinę 16:30. I tak około wyznaczonej godziny przy Placu Po Farze pojawił się jeden artysta, któremu niestraszny był deszcz. Skromny występ, którego widzami w większości były osoby zaangażowane w organizację imprezy. W trakcie dołączyło kilku przechodniów. Kolejne występy uliczne miały odbyć się o godzinie siedemnastej. Nie odbyły się. Tym razem nie pojawiła się na ten temat żadna informacja. W punkcie informacyjnym przy Placu Łokietka również nikt nie posiadał żadnych informacji na ten temat. Mimo faktu, że część występów się nie odbyła na oficjalnym profilu propagandowym miasta Lublin czytamy "Deszcz nie przeszkodził w dobrej zabawie."
Po godzinie siedemnastej na lubelskim deptaku pojawili się lokalni artyści niezwiązani z imprezą. Ich występy powoli zaczęły przyciągać ludzi, co w końcu zaowocowało pojawieniem się artystów z programu, których wcześniej wystraszył deszcz. W czwartkowy wieczór widzów wielu nie było. Pokazy prezentowane w okolicy godziny osiemnastej można było obejrzeć na spokojnie bez potrzeby przeciskania się przez tłum, jak to zwykle miało miejsce.
Godzina dziewiętnasta. Większość widzów czekała tylko na jeden spektakl. "Przyjaciele Sztukmistrza" odbywający się w ramach Festiwalu Singera zgromadziły dość sporą widownię. Był to zarazem najlepszy występ jaki można było obejrzeć tego dnia w ramach występów niebiletowanych. Artyści, których wcześniej można było obejrzeć w wielu miastach, w Lublinie jak co roku kończyli swoją trasę. Widzów pewnie było by więcej, ale spektakl został zepchnięty mocno na ubocze, gdzie trafić mogły tylko osoby zainteresowane wcześniej tym wydarzeniem.
W tym roku nie przygotowano żadnego większego występu w miejscu, gdzie przebywa najwięcej ludzi. Plac Litewski zagospodarowano jako strefę sponsora. To, że komercja weszła w tej edycji widać było również w programie. Większość atrakcji była biletowana.
Piątek. Kolejne występy. Ludzi trochę więcej niż dzień wcześniej. Przechodząc przez Błonia pod Zamkiem mijamy namiot klubu festiwalowego. To kolejne miejsce gdzie można było zobaczyć niebiletowane występy. Malutki namiocik i ludzie stłoczeni przed nim próbujący usłyszeć, co się dzieje w środku. Idziemy dalej na Plac Po Farze by zobaczyć czwarty z występów ulicznych. Po nim jeszcze wizyta na Litewskim i mamy zaliczone wszystkie występy uliczne. Przy okazji mijamy innych artystów ulicznych. Jeszcze nigdy program uliczny nie był tak ubogi by zobaczyć go w dwa dni. Wracamy. Deptak przed godziną osiemnastą "pusty" jak nigdy. Można na spokojnie przejść, podczas gdy w poprzednich edycjach trzeba było się przeciskać przez tłum. Mijamy Bramę Krakowską. W okolicach Trybunału niemal pusto. Patrzymy w niebo i widzimy pojedyncze osoby na linach. Patrzymy w dół. Widowni niemal brak. Pusto nawet przy stolikach lokali mieszczących się w pobliżu. Odwiedzając Carnaval Sztukmistrzów od dziesięciu lat takich pustek jeszcze nie było. Wracamy na Błonia Pod Zamkiem. Tu jest jeszcze jeden bezpłatny występ. Średnie show, którego głównym punktem było wspinanie się po skrzynkach. Do zabawy wciągnięto również osoby z widowni. Wieże ze skrzynek przewracają się kilkukrotnie. W pewnym momencie skrzynka przelatuje przez barierkę i spada na głowy widzów. Tak, dobrze czytacie! Na szczęście nikomu nic się nie stało. Chwilę później mimo trwania "show" widownię opuszcza kilkanaście osób.
Jak wspomniane było wcześniej. Program uliczny to pięciu artystów, którym oddano pięć lokalizacji - Plac Po Farze oraz cztery punkty rozmieszczone przy deptaku. Na Krakowskim Przedmieściu występowała również większość artystów, którzy pojawili się w Lublinie, a nie byli związani z Carnavalem Sztukmistrzów. Niektórzy z nich prezentowali wyższy poziom niż artyści programowi. Ich występów nie zobaczycie w oficjalnych materiałach z wydarzenia. Osoby, które fotografują i filmują Carnaval mają ścisłe wytyczne co i gdzie mają dokumentować. Nieoficjalnie udało się dowiedzieć, że organizatorom wydarzenia obecność "obcych" artystów wręcz przeszkadza i nie chcieli, by występowali w tym samym czasie. Gdzie zobaczyć tych artystów, najlepiej wyruszyć w miasto i zobaczyć występy na żywo. Zdjęcia z niektórych występów można zobaczyć również w galerii nad tekstem.
Co można powiedzieć na koniec? Carnaval Sztukmistrzów nie jest już tą wielką cyrkową imprezą co kiedyś. Większość show jakie można zobaczyć jest wtórnych i nie wnosi nic nowego. Gdzieś się trafi jakaś "perełka". W tym roku najjaśniejszym punktem byli "Przyjaciele Sztukmistrza". Brakuje porządnych występów oraz odpowiedniej oprawy. Pamiętacie dawne illuminacje i występy na placu zamkowym? Show jakie odbywały się jeszcze rok temu na Placu Litewskim? W tym roku zniknęły kolejne znaki rozpoznawcze imprezy.

Dodaj komentarz